Studencka miłość

To był fantastyczny powrót do Łodzi, za którą autentycznie się stęskniłem. Odwiedzenie tych wszystkich miejsc, do których zwykle zaglądałem sprawiło, że poczułem jakbym znowu mieszkał w tym mieście. Miejsce pełne pięknych kolorów, faktur i kształtów, które można twórczo wykorzystywać w trakcie sesji. Ta urocza dwójka zabrała mnie do nieznanego mi dotąd kampusu politechniki Łódzkiej. Jak się domyślacie, wycieczka na kampus nie była przypadkowa. To tutaj poznali się i i to właśnie tu narodziło się między nimi uczucie. No bo w końcu kto z nas nieraz na studiach potrzebował pożyczyć od kogoś notatki … 😉 Natalia i Paweł to ludzie, z którymi rozmawiasz tak jakbyś ich znał od dawna - otwarci, swobodni i pełni niesłabnącego entuzjazmu. Cieszę się, że mogłem ich poznać i że wkrótce będę mógł towarzyszyć w trakcie ślubu.

 


Spacer po Krakowskim Podgórzu

Czyżby wszystko pomału wracało do normalności? Spotkanie z tą uroczą dwójką na pewno dało mi taką nadzieję i przypomniało o wszystkich rzeczach, za którymi zdążyłem się stęsknić. Wspólny spacer po Podgórzu, słoneczna pogoda, a potem wspólna rekreacja przy znów tętniącej życiem ulicy Nadwiślańskiej. Właśnie w takim Krakowie się zakochałem, chociaż nie o mojej miłości będzie ta krótka opowieść. Poznajcie Monikę i Grzegorza.

https://youtu.be/tAf0Q7KXo2w

 


Wesele w pałacu Tłokinia

To był pierwszy tegoroczny ślub i chyba nie mógłbym wymarzyć sobie lepszej inauguracji sezonu 2020. Pierwszy raz uczestniczyłem w ślubie, który miał tak spektakularną oprawę oświetleniową, specjalnie przygotowaną na ten dzień. Piękne spektrum zaczynające się od kameralnego światła świec otoczonych półmrokiem, aż do górującego nad zebranymi gośćmi sklepienia, na którym widniało coś w rodzaju gwieździstego nieboskłonu. Równie dopracowana oprawa świetlna znalazła się w pałacu Tłokinia. Absolutne brawa dla autorów i realizatorów tego pomysłu!

 

 


Spacer po Krakowie

Ten wpis będzie wyjątkowy, bo nie znajdziecie tutaj reportażu, w którym uczestniczą ludzie i w dodatku chcę poruszyć poważny temat. Tym razem głównym bohaterem będzie miasto, które zmieniło swoje oblicze pod wpływem ostatnich wydarzeń. Chciałbym pokazać Wam, że choć jest środek dnia i spaceruję po niewątpliwie jednym z piękniejszych miast w Polsce, jak i w Europie, to jest to obecnie miejsce przejmująco puste. To najlepszy dowód na słowa, do których jestem mocno przywiązany, że miejsca tworzą przede wszystkim ludzie, a nie stojące mury. Teraz to miejsce jest żywą i ufam krótką historią o ludziach, którzy je na jakiś czas musieli opuścić. Globalny kryzys demograficzny, energetyczny, surowcowy, żywnościowy, czy właśnie ten zdrowotny, którego mocno właśnie doświadczamy, powinien dać nam do myślenia. Pozostaje zacytować zdanie z powieści "Droga" Cormaca McCarthiego:

"Czas dany na kredyt i świat dany na kredyt, i oczy na kredyt, by go nimi opłakiwać."


Sesja narzeczeńska w Krakowie

https://youtu.be/yALaCiyCXhQ

 

 

 


Sesja ślubna w pałacu w Bratoszewicach

 

Czasami wystarczy jeden wstępny pomysł, z którego zaczyna kiełkować konkretna wizja. Do tego dorzućmy grupowy entuzjazm, odrobinę zaangażowania i mamy gotowy przepis na sesję.

Gdzie zrobić sesję ślubną?

Zwykle, kiedy pada ta kwestia uspokajam, że sesję można zrobić właściwie wszędzie, bo w gruncie rzeczy to nie samo miejsce decyduje o końcowym efekcie, a przede wszystkim Wasza energia i gra światłem. Wielokrotnie zdarzało mi się robić krótkie sesje w plenerze w trakcie wesela. Wystarczy kawałek zieleni w tle albo dostęp do miejsca, gdzie widać zachodzące słońce i już mamy idealne podłoże do dobrych zdjęć. Są też takie pary, które wybierają szczególne dla nich miejsca, które darzą sentymentem albo mają bardzo konkretną wizję tego, gdzie dokładnie sprawy mają mieć swój bieg.

Kierunek pałac

Tak też było w przypadku Kasi i Marcina, którzy mieli bardzo dokładnie narysowany plan. Wizja była następująca - chcemy mieć sesję w naturze i chcemy odwiedzić pobliskie ruiny pałacu. Nie ukrywam, że kiedy zobaczyłem zdjęcia pałacu, to szybko podłapałem ten pomysł, zresztą determinacja udzieliła się nam wszystkim i byliśmy gotowi posunąć się naprawdę daleko byleby przedostać się do wnętrza tego obiektu. Wejście do środka pałacu nie było oczywiste i wszechobecne ogrodzenia i okna zabite deskami początkowo zniechęcały, ale buzująca w nas adrenalina robiły swoje. Swoją drogą w tym momencie moja historia w bardzo przewrotny sposób zatoczyła koło, bo początek mojego zainteresowania fotografią zbudowałem właśnie na odwiedzaniu podobnych miejsc i ich fotografowaniu. Warto było parę razy zadrzeć wyżej nogę albo nieco bardziej się skulić by w rezultacie przedostać się do tego znanego w sieci dziedzińca z pozostałością fortepianu.

Makramy na sesję

Pasją Kasi jest wyplatanie ze sznurka makram. Własnoręcznie stworzyła takie cuda by udekorować rekwizyty w kościele oraz w sali weselnej. Nie mogło zabraknąć tej największej, która idealnie pasowała do leśnego otoczenia. W ten oto prosty sposób zrealizowaliśmy plan na tę sesję.

 


Mateusz-Mis-Fotografia-Sala-Bankietowa-Oranzeria

Wesele w oranżerii

Detale tworzą całość i dobrze, kiedy ktoś zwraca na nie uwagę. Kasia i Marcin wybrali świetne miejsce na wesele i zadbali o dekoracje tworząc tym samym nastrój, który okazał się być niezwykle wdzięczny do robienia zdjęć.

Makramy i kwiaty

Jako obserwator mam dużą słabość do kompozycji kwiatowych, w których dominuje zieleń i nienachalne dodatki, które hołdują elegancji i prostocie. Kiedy dodamy do tego wszechobecne makramy dekorujące krzesła, czy ściany, to nastrój murowany! No i dodatkowa satysfakcja dla Kasi - pani młodej, która własnoręcznie stworzyła widoczne ozdoby.

Dwa bratanki: Taniec i światło

Chyba nie ma lepszego połączenia, kiedy tańczącej parze młodej i gościom oprócz muzyki wtóruje porządny zestaw oświetleniowy. Uwielbiam przedostające się światło z kontry, które generują ruchome głowice. To zawsze idealnie podkreśla dynamikę scen, w których ruch i ekspresja wychodzą na pierwszy plan. Dlatego na etapie planowania oprawy muzycznej dobrze zwrócić uwagę na to jakim światłem dysponuje zespół, bądź dj. To ma, jak się sami przekonacie, istotny wpływ na końcowy efekt.

 

 


Sesja w Turyngii

Będę z Wami szczery. Na początku byłem sceptyczny i nie do końca przekonany do tego pomysłu. Długa droga i złe prognozy przepędzały z mojej głowy jakikolwiek entuzjazm, ale uznałem, że może warto potraktować to jako dodatkowe wyzwanie. W końcu nie zawsze musi być łatwo. Moją motywacją była ta urocza dwójka, która oczekiwała na mnie hen daleko za lasami i rzekami. Nie sądziłem, że wracając stamtąd będę wesoło pogwizdywać i marzyć o tym by móc czym prędzej zasiąść do pracy nad zdjęciami, które wiozłem ze sobą.

Pamiętnik i parasol

Sesją jaka mi się wciąż marzy, to taka, która do złudzenia przypomina plakat reklamujący słynny film „Pamiętnik”, do którego wzdychała niejedna nastolatka. Dwoje zakochanych w miłosnych objęciach oblani deszczem. Była spora szansa by właśnie w takiej konwencji stworzyć naszą sesję. Niestety przypadła ona na październik, więc temperatura nie sprzyjała aby ta dwójka mokła przez całą sesję, dlatego trzeba było pójść na kompromis. A tym kompromisem okazała się być zakupiona dzień wcześniej zwykła przezroczysta parasolka, która nadała uroku całości. No i przy okazji przepuszczała światło, więc nasi zakochani nie byli zacienieni.

Niewzruszone piękno

Turyngia to naprawdę malownicze tereny. Zazielenione, pagórkowate i surowe. W okolicy z łatwością można znaleźć pięknie usytuowane domy, kościoły, czy pastwiska, których obecność postanowiliśmy wykorzystać. Wokół panowała kompletna cisza, którą od czasu do czasu przecinał docierający szum opon jednego z niewielu aut pokonujących kręte drogi górujące nad polami. Do tego rześkie powietrze i siąpiący deszcz.

Dom w lesie

Będę z naprawdę wielkim sentymentem wspominać dom, w którym zostałem ugoszczony. Myślałem, że takie miejsca nie istnieją, że powstają wyłącznie w wyobraźni pisarzy, ale co ja Wam będę opowiadać te wszystkie wstępy … Wyobraźcie sobie, że wracamy z sesji nieco zmarznięci i głodni. Wjeżdżamy autem w wąską drogę, z której rozpościera się widok na dolinę otuloną lasem. Przybliża nam się widok jedynego w okolicy domu, z okien którego majaczy charakterystycznie pulsujące światło jakie może dać tylko ogień w kominku. Kolacja, wspólne rozmowy z domownikami, a na koniec kilka rundek w bilarda i szklaneczka whiskey. Nie mam więcej pytań.


Mateusz-Mis-Fotografia-kosciol-zorawina

Ślub w zabytkowym kościele

Bywają takie ceremonie ślubne, które mam wrażenie wybrzmiewają jakoś bardziej. Są donioślejsze w odbiorze i przez ułamki sekund dotykają metafizyki. Coś takiego zdarzyło się w murach pięknego kościoła w Żórawinie.

Atmosfera mszy we wnętrzu tego zabytkowego kościoła była niezwykła. Wszechobecna surowość przełamana świecami i co jakiś czas dobiegające skrzypienie starych ław. I ten ustępujący chłód, kiedy wszyscy goście zajęli swoje miejsca. To było niezwykłe przeżycie. W takim anturażu każde słowo wypowiedziane przez mikrofon brzmiało naprawdę uroczyście. Nic więc dziwnego, że spowodowało tyle wzruszeń. W tym moje.