Studencka miłość

To był fantastyczny powrót do Łodzi, za którą autentycznie się stęskniłem. Odwiedzenie tych wszystkich miejsc, do których zwykle zaglądałem sprawiło, że poczułem jakbym znowu mieszkał w tym mieście. Miejsce pełne pięknych kolorów, faktur i kształtów, które można twórczo wykorzystywać w trakcie sesji. Ta urocza dwójka zabrała mnie do nieznanego mi dotąd kampusu politechniki Łódzkiej. Jak się domyślacie, wycieczka na kampus nie była przypadkowa. To tutaj poznali się i i to właśnie tu narodziło się między nimi uczucie. No bo w końcu kto z nas nieraz na studiach potrzebował pożyczyć od kogoś notatki … 😉 Natalia i Paweł to ludzie, z którymi rozmawiasz tak jakbyś ich znał od dawna - otwarci, swobodni i pełni niesłabnącego entuzjazmu. Cieszę się, że mogłem ich poznać i że wkrótce będę mógł towarzyszyć w trakcie ślubu.

 


Sesja ślubna w pałacu w Bratoszewicach

 

Czasami wystarczy jeden wstępny pomysł, z którego zaczyna kiełkować konkretna wizja. Do tego dorzućmy grupowy entuzjazm, odrobinę zaangażowania i mamy gotowy przepis na sesję.

Gdzie zrobić sesję ślubną?

Zwykle, kiedy pada ta kwestia uspokajam, że sesję można zrobić właściwie wszędzie, bo w gruncie rzeczy to nie samo miejsce decyduje o końcowym efekcie, a przede wszystkim Wasza energia i gra światłem. Wielokrotnie zdarzało mi się robić krótkie sesje w plenerze w trakcie wesela. Wystarczy kawałek zieleni w tle albo dostęp do miejsca, gdzie widać zachodzące słońce i już mamy idealne podłoże do dobrych zdjęć. Są też takie pary, które wybierają szczególne dla nich miejsca, które darzą sentymentem albo mają bardzo konkretną wizję tego, gdzie dokładnie sprawy mają mieć swój bieg.

Kierunek pałac

Tak też było w przypadku Kasi i Marcina, którzy mieli bardzo dokładnie narysowany plan. Wizja była następująca - chcemy mieć sesję w naturze i chcemy odwiedzić pobliskie ruiny pałacu. Nie ukrywam, że kiedy zobaczyłem zdjęcia pałacu, to szybko podłapałem ten pomysł, zresztą determinacja udzieliła się nam wszystkim i byliśmy gotowi posunąć się naprawdę daleko byleby przedostać się do wnętrza tego obiektu. Wejście do środka pałacu nie było oczywiste i wszechobecne ogrodzenia i okna zabite deskami początkowo zniechęcały, ale buzująca w nas adrenalina robiły swoje. Swoją drogą w tym momencie moja historia w bardzo przewrotny sposób zatoczyła koło, bo początek mojego zainteresowania fotografią zbudowałem właśnie na odwiedzaniu podobnych miejsc i ich fotografowaniu. Warto było parę razy zadrzeć wyżej nogę albo nieco bardziej się skulić by w rezultacie przedostać się do tego znanego w sieci dziedzińca z pozostałością fortepianu.

Makramy na sesję

Pasją Kasi jest wyplatanie ze sznurka makram. Własnoręcznie stworzyła takie cuda by udekorować rekwizyty w kościele oraz w sali weselnej. Nie mogło zabraknąć tej największej, która idealnie pasowała do leśnego otoczenia. W ten oto prosty sposób zrealizowaliśmy plan na tę sesję.

 


Sesja w Turyngii

Będę z Wami szczery. Na początku byłem sceptyczny i nie do końca przekonany do tego pomysłu. Długa droga i złe prognozy przepędzały z mojej głowy jakikolwiek entuzjazm, ale uznałem, że może warto potraktować to jako dodatkowe wyzwanie. W końcu nie zawsze musi być łatwo. Moją motywacją była ta urocza dwójka, która oczekiwała na mnie hen daleko za lasami i rzekami. Nie sądziłem, że wracając stamtąd będę wesoło pogwizdywać i marzyć o tym by móc czym prędzej zasiąść do pracy nad zdjęciami, które wiozłem ze sobą.

Pamiętnik i parasol

Sesją jaka mi się wciąż marzy, to taka, która do złudzenia przypomina plakat reklamujący słynny film „Pamiętnik”, do którego wzdychała niejedna nastolatka. Dwoje zakochanych w miłosnych objęciach oblani deszczem. Była spora szansa by właśnie w takiej konwencji stworzyć naszą sesję. Niestety przypadła ona na październik, więc temperatura nie sprzyjała aby ta dwójka mokła przez całą sesję, dlatego trzeba było pójść na kompromis. A tym kompromisem okazała się być zakupiona dzień wcześniej zwykła przezroczysta parasolka, która nadała uroku całości. No i przy okazji przepuszczała światło, więc nasi zakochani nie byli zacienieni.

Niewzruszone piękno

Turyngia to naprawdę malownicze tereny. Zazielenione, pagórkowate i surowe. W okolicy z łatwością można znaleźć pięknie usytuowane domy, kościoły, czy pastwiska, których obecność postanowiliśmy wykorzystać. Wokół panowała kompletna cisza, którą od czasu do czasu przecinał docierający szum opon jednego z niewielu aut pokonujących kręte drogi górujące nad polami. Do tego rześkie powietrze i siąpiący deszcz.

Dom w lesie

Będę z naprawdę wielkim sentymentem wspominać dom, w którym zostałem ugoszczony. Myślałem, że takie miejsca nie istnieją, że powstają wyłącznie w wyobraźni pisarzy, ale co ja Wam będę opowiadać te wszystkie wstępy … Wyobraźcie sobie, że wracamy z sesji nieco zmarznięci i głodni. Wjeżdżamy autem w wąską drogę, z której rozpościera się widok na dolinę otuloną lasem. Przybliża nam się widok jedynego w okolicy domu, z okien którego majaczy charakterystycznie pulsujące światło jakie może dać tylko ogień w kominku. Kolacja, wspólne rozmowy z domownikami, a na koniec kilka rundek w bilarda i szklaneczka whiskey. Nie mam więcej pytań.


Mateusz-Mis-Fotografia-Ostrow-Wielkopolski

Sesja ślubna w pałacu Bagatela

Wraz z Noemi i Pawłem postanowiliśmy odwiedzić ponownie miejsce, w którym tydzień wcześniej świętowali swój ślub! Nieczęsto zdarza się tak komfortowa sytuacja, że tak wyjątkowy obiekt jak pałac Bagatela można mieć na wyłączność do zdjęć i odkrywać bez pośpiechu jego wszystkie uroki. No i pod koniec udało się wyczekać upragnione zachodzące słońce, które wyszło zza chmur by pomóc nam w stworzeniu ujęć, w których światło pięknie przygrało!

 


Mateusz-Mis-Fotografia-Folwark-Badowo

Sesja ślubna w folwarku Badowo

Kolejna para, tym razem Asia i Michał, sprawiła mi nie lada niespodziankę proponując miejsce na sesję. Pamiętacie film "Testosteron" A. Saramonowicza, którego główna akcja działa się na terenie pewnego folwarku pod Warszawą? To właśnie w tym miejscu mieliśmy możliwość zrobienia zdjęć i uwierzcie mi - było niemniej filmowo! Słońce przedzierające się przez drzewa, wszechobecna cisza, błąkające się psy i gęsi, małe wydry wskakujące do pobliskiego jeziora ... Istna wiejska sielanka i charakterystyczny zapach miłości unoszący się w powietrzu!

 


Mateusz-Mis-Fotografia-Karkonosze

"Nie może być normalnie."

Skąd pomysł na taki tytuł? Ano dlatego, że Marta i Michał to ludzie, którzy przyciągają do siebie przygody i z nimi, jak sami twierdzą, nie może być nigdy normalnie. Zaczęliśmy niestandardowo, bo mimo, że oboje byli już po ślubie, postanowiliśmy zrobić część sesji (we Wrocławiu) w zwykłych strojach, zaś na finał zostawiliśmy sobie wyjazd w góry, gdzie oboje mieli olśniewać swoimi strojami na tle majestatycznych i surowych gór. Ale niestety zapomnieliśmy uwzględnić jedną rzecz w naszym misternym planie. Nie sprawdziliśmy do której godzinny czynny jest wyciąg … Gdy na miejscu okazało się, że spóźniliśmy się dosłownie 10 minut uznaliśmy, że skoro już tutaj dotarliśmy, to musimy coś z tym faktem zrobić. Niewiele myśląc postanowiliśmy urządzić sobie wyścig z zachodzącym słońcem i wybraliśmy się górskim szlakiem na jedno z pobliskich wzniesień. Zapewniam Was, że nie ma cięższej rzeczy, niż suknia ślubna, którą niesie się przed sobą idąc pod górę przez nieco ponad godzinę (oczywiście wszyscy w geście solidarności wymieniali się nią). Zdjęcie otwierające ten wpis, choć na początku miało być śmieszną pamiątką z tej wycieńczającej wyprawy, jest piękną metaforą. Oto ona: miłość to stale ponoszony trud na rzecz wspólnego dobra.

 


Mateusz-Mis-Fotografia-strbske-pleso

Sesja ślubna w Strbske Pleso

To był fantastyczny weekend w Tatrach, do którego będę wracać pamięcią jeszcze długo. Pół nocy spędzonej na rozmowach o życiu, o planach, o różnych około kosmicznych tematach. A nazajutrz chłodny i spokojny dzień w otoczeniu majestatycznych gór i jeziora, którego lustro wody zdawało się być nieruchome.