Czasami wystarczy jeden wstępny pomysł, z którego zaczyna kiełkować konkretna wizja. Do tego dorzućmy grupowy entuzjazm, odrobinę zaangażowania i mamy gotowy przepis na sesję.

Gdzie zrobić sesję ślubną?

Zwykle, kiedy pada ta kwestia uspokajam, że sesję można zrobić właściwie wszędzie, bo w gruncie rzeczy to nie samo miejsce decyduje o końcowym efekcie, a przede wszystkim Wasza energia i gra światłem. Wielokrotnie zdarzało mi się robić krótkie sesje w plenerze w trakcie wesela. Wystarczy kawałek zieleni w tle albo dostęp do miejsca, gdzie widać zachodzące słońce i już mamy idealne podłoże do dobrych zdjęć. Są też takie pary, które wybierają szczególne dla nich miejsca, które darzą sentymentem albo mają bardzo konkretną wizję tego, gdzie dokładnie sprawy mają mieć swój bieg.

Kierunek pałac

Tak też było w przypadku Kasi i Marcina, którzy mieli bardzo dokładnie narysowany plan. Wizja była następująca – chcemy mieć sesję w naturze i chcemy odwiedzić pobliskie ruiny pałacu. Nie ukrywam, że kiedy zobaczyłem zdjęcia pałacu, to szybko podłapałem ten pomysł, zresztą determinacja udzieliła się nam wszystkim i byliśmy gotowi posunąć się naprawdę daleko byleby przedostać się do wnętrza tego obiektu. Wejście do środka pałacu nie było oczywiste i wszechobecne ogrodzenia i okna zabite deskami początkowo zniechęcały, ale buzująca w nas adrenalina robiły swoje. Swoją drogą w tym momencie moja historia w bardzo przewrotny sposób zatoczyła koło, bo początek mojego zainteresowania fotografią zbudowałem właśnie na odwiedzaniu podobnych miejsc i ich fotografowaniu. Warto było parę razy zadrzeć wyżej nogę albo nieco bardziej się skulić by w rezultacie przedostać się do tego znanego w sieci dziedzińca z pozostałością fortepianu.

Makramy na sesję

Pasją Kasi jest wyplatanie ze sznurka makram. Własnoręcznie stworzyła takie cuda by udekorować rekwizyty w kościele oraz w sali weselnej. Nie mogło zabraknąć tej największej, która idealnie pasowała do leśnego otoczenia. W ten oto prosty sposób zrealizowaliśmy plan na tę sesję.