Będę z Wami szczery. Na początku byłem sceptyczny i nie do końca przekonany do tego pomysłu. Długa droga i złe prognozy przepędzały z mojej głowy jakikolwiek entuzjazm, ale uznałem, że może warto potraktować to jako dodatkowe wyzwanie. W końcu nie zawsze musi być łatwo. Moją motywacją była ta urocza dwójka, która oczekiwała na mnie hen daleko za lasami i rzekami. Nie sądziłem, że wracając stamtąd będę wesoło pogwizdywać i marzyć o tym by móc czym prędzej zasiąść do pracy nad zdjęciami, które wiozłem ze sobą.

Pamiętnik i parasol

Sesją jaka mi się wciąż marzy, to taka, która do złudzenia przypomina plakat reklamujący słynny film „Pamiętnik”, do którego wzdychała niejedna nastolatka. Dwoje zakochanych w miłosnych objęciach oblani deszczem. Była spora szansa by właśnie w takiej konwencji stworzyć naszą sesję. Niestety przypadła ona na październik, więc temperatura nie sprzyjała aby ta dwójka mokła przez całą sesję, dlatego trzeba było pójść na kompromis. A tym kompromisem okazała się być zakupiona dzień wcześniej zwykła przezroczysta parasolka, która nadała uroku całości. No i przy okazji przepuszczała światło, więc nasi zakochani nie byli zacienieni.

Niewzruszone piękno

Turyngia to naprawdę malownicze tereny. Zazielenione, pagórkowate i surowe. W okolicy z łatwością można znaleźć pięknie usytuowane domy, kościoły, czy pastwiska, których obecność postanowiliśmy wykorzystać. Wokół panowała kompletna cisza, którą od czasu do czasu przecinał docierający szum opon jednego z niewielu aut pokonujących kręte drogi górujące nad polami. Do tego rześkie powietrze i siąpiący deszcz.

Dom w lesie

Będę z naprawdę wielkim sentymentem wspominać dom, w którym zostałem ugoszczony. Myślałem, że takie miejsca nie istnieją, że powstają wyłącznie w wyobraźni pisarzy, ale co ja Wam będę opowiadać te wszystkie wstępy … Wyobraźcie sobie, że wracamy z sesji nieco zmarznięci i głodni. Wjeżdżamy autem w wąską drogę, z której rozpościera się widok na dolinę otuloną lasem. Przybliża nam się widok jedynego w okolicy domu, z okien którego majaczy charakterystycznie pulsujące światło jakie może dać tylko ogień w kominku. Kolacja, wspólne rozmowy z domownikami, a na koniec kilka rundek w bilarda i szklaneczka whiskey. Nie mam więcej pytań.