Bywają takie ceremonie ślubne, które mam wrażenie wybrzmiewają jakoś bardziej. Są donioślejsze w odbiorze i przez ułamki sekund dotykają metafizyki. Coś takiego zdarzyło się w murach pięknego kościoła w Żórawinie.

Atmosfera mszy we wnętrzu tego zabytkowego kościoła była niezwykła. Wszechobecna surowość przełamana świecami i co jakiś czas dobiegające skrzypienie starych ław. I ten ustępujący chłód, kiedy wszyscy goście zajęli swoje miejsca. To było niezwykłe przeżycie. W takim anturażu każde słowo wypowiedziane przez mikrofon brzmiało naprawdę uroczyście. Nic więc dziwnego, że spowodowało tyle wzruszeń. W tym moje.