Wspólne śniadanie

Sylwię i Daniela poznałem w niecodziennych okolicznościach. Na nasze pierwsze spotkanie byliśmy pierwotnie umówieni na rano gdzieś w mieście, ale tuż przed umówioną godziną Sylwia oznajmiła mi bym wpadł do nich do mieszkania, bo są jeszcze w tzw. proszku. I tak oto otrzymałem zaproszenie by spędzić z nimi wspólnie czas przy śniadaniu w ich kuchni, która, jak się potem dowiedziałem, sukcesywnie wypełniała się dekoracjami na planowany w sierpniu ślub. To był naprawdę uroczy początek znajomości.

Łódzkie i wschodnie klimaty

Kilka miesięcy później spotkaliśmy się przy okazji sesji narzeczeńskiej, którą musieliśmy rozłożyć na dwie tury, bo miasto Łódź jest niezwykle inspirującym miejscem. W międzyczasie udało nam się wybrać wspólnie na koncert do klimatycznego klubu „Tu” w Łodzi, gdzie zagrał Mustapha El Boudani (tradycyjna muzyka Sahary). Wracając do naszych sesji. W ciągu naszych spotkań zdążyliśmy porozmawiać na różne tematy, od podróży do Bliskiego Wschodu, bo właśnie tę część świata sobie upodobali, aż po piwo rzemieślnicze, które jest zawodową pasją Daniela. Ale to właśnie rozmowa o nadchodzącym ślubie wywoływała największe wzruszenie u Sylwii. Nie wiem dokładnie co czuła, ale nieśmiało podejrzewam, że patrząc w oczy Danielowi mogła czuć, że zbliża się ważny moment w ich życiu, na który zresztą bardzo starannie się przygotowują i który wymaga od nich sporo wysiłku. To było dla mnie piękne doświadczenie i czuję się niezwykle wyróżniony, że mogłem tam być i to uwiecznić. Jestem im niezwykle wdzięczny za ich otwartość, za gościnność i za pokazanie tych wszystkich pięknych i urokliwych miejsc – szczególnie zapamiętam stary pałacyk na Księżym Młynie, w którym wciąż działa drukarnia, zaś w sali balowej są organizowane różne wystawy. Tym razem znajdowała się tam wystawa mistrza w rzemiośle plecionkarskim – Pana Bernarda Borzęckiego. To właśnie wśród tych surrealistycznych prac postanowili zrobić próbę swojego weselnego tanga!