Czy dwójka Polaków może się poznać na wakacjach w Chorwacji i się sobą zauroczyć? Owszem, może. Czy mogą zacząć się spotykać, mimo, że w Polsce dzieli ich duża odległość? Pewnie, że mogą! O tym wszystkim Paulina i Marcin opowiedzieli w trakcje sesji narzeczeńskiej. Miesiąc później złożyli sobie ważną przysięgę.

Ślub na luzie

Paulina i Marcin powinni posłużyć za wzór do naśladowania. Co mam na myśli? W dniu ślubu po prostu wyluzowali. Organizacja ślubu i wesela potrafi być absorbująca, ale ważne jest to aby w tym dniu wszystko wygasić i wyjść z założenia, że był czas na przygotowania, a teraz jest czas świętowania. To ma też, jak się domyślacie, istotny wpływ na charakter zdjęć. Poza tym oboje przyznali, że los im sprzyja, bowiem nawet jedna sytuacja tuż przed ślubem, która u niejednego zmroziłaby krew w żyłach, okazała się być dla nich zbawienna. Wybaczcie tę tajemniczość, ale szczegółów zdradzić nie mogę. Mogę tylko potwierdzić, że bez dwóch zdań tej dwójce szczęście sprzyja i to duże!

Pierwszy taniec

Moja ulubiona definicja odwagi brzmi: boję się, ale robię. Krótko mówiąc mam świadomość, że może coś nie wyjść, znam swoje ograniczenia, ale mimo wszystko próbuję, bo tylko próby przybliżają nas do tego by coś w życiu osiągnąć. Dlaczego o tym piszę? Dowiedziałem się od Pauliny i Marcina, że do ostatniej chwili wahali się, czy chcą zatańczyć cały układ, którego się uczyli. Jednak z chwilą, kiedy zaczęła wybrzmiewać ich piosenka powiedzieli sobie: robimy to! Teraz jak sobie o tym myślę to dochodzę do wniosku, że ta chwila, kiedy oboje po raz kolejny w życiu zaufali sobie i zrobili coś odważnego, jest w piękny sposób symboliczna. To zwiastuje, że przed tą dwójką jeszcze pewnie wiele wyzwań, ale też wspólnych osiągnięć. Życzę im tego!