Różnimy się temperamentami. To normalne. Każdy ma swoją ekspresję, chociaż niektórzy głęboko ją skrywają. Zdarzają się też pary, które aż kipią od nadmiaru energii i którzy są takimi, nazwijmy to, samograjami dla fotografa. Po prostu włączcie tryb seryjny i róbcie zdjęcia by niczego nie uronić. Będzie się działo!

Koleżanka z klasy

Z Marleną znaliśmy się wcześniej, bo chodziliśmy razem do tej samej klasy w liceum. Uczciwie wypada dodać, że nie znaliśmy się dobrze. Przewrotność losu spowodowała, że po latach spotkaliśmy się w takich oto okolicznościach, gdzie ludzie w naszym wieku wiodą już dorosłe życie, w którym planują różne poważne przedsięwzięcia i np. szukają fotografa na swój ślub. Dzięki temu mogłem się po raz kolejny przekonać o tym, że w szkolnych ławach siedziało mnóstwo interesujących ludzi, których w porę nie dostrzegłem. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej fajnie móc wyciągnąć takie wnioski. 

Filmowe zwierze

Marlena i Tomek to kolejny przykład pary, która postanowiła nie obarczać się mentalnie tym dniem i po prostu popłynęli z nurtem rzeki. Mając ich wdzięk, czy choćby poczucie humoru wydawało się to jeszcze prostsze. Nie mogę nie wspomnieć o moim absolutnym uznaniu dla Tomka, który był jak dotąd najlepszym panem młodym występującym przed moim obiektywem (wybaczcie panowie). Czasami sesja zdjęciowa to umiejętność zwariowania i pokazania, że ma się totalny luz do tej skądinąd dziwnej czasami sytuacji, kiedy okazujesz sobie uczucia w obecności jakiegoś gościa z aparatem. Wygłupianie się to genialny w swojej prostocie patent by się nie zagotować i nie traktować nazbyt serio tego, że chcemy mieć super podniosłą pamiątkę. Po prostu cieszcie się sobą, a reszta zrobi się sama.